Kobieta spada dla innej kobiety

Trochę o aborcji, ale w sumie bardziej o czymś innym.

2020.10.06 14:09 Omega_Den Trochę o aborcji, ale w sumie bardziej o czymś innym.

Wytrzymajcie drodzy czytelnicy początek, proszę i doczytajcie do końca.
Wiecie,
mam potrzebę rozmowy, dyskusji na temat aborcji i rzeczy związanych dookoła niej.
Mam straszny z tym dylemat, bo samo myślenie o tym sprawia, że czuję się brudny. Nie mówiąc już o paskudnym uczuciu ,,krakania''.
Chciałbym jednak w miarę możliwości unikania takich górnolotnych zdań jak ,,przyjmowania krzyża na siebie''. Uniknijmy proszę dziś tej frazeologii. Spycha ona rozmowę nie na ten tor, na który bym chciał by poszła ta rozmowa.
Wiele się mówi po naszej stronie o zakazie aborcji, ochronie życia poczętego.
Wiele o tym myślałem. Bo jest to tak naprawdę jedyny logiczny prawnie sens.
No bo, skoro można zabić kilkumiesięczne dziecko z podejrzeniem downa w łonie matki, a już chwilę później urodzeniu ta sama czynność to jest mord. Albo, jeśli można zabić ciężko upośledzone dziecko, to dlaczego tego, które się rodzi z porażeniem mózgowym i niedotleniem przez źle przeprowadzony przez lekarza poród już nie można ? I jeden i drugi człowiek jest ciężko chory. I raczej bez cudu nie będzie mieć żadnych szans na jakiekolwiek samodzielne życie.
To gdzie jest tu logika ? No nie ma. Wiele o tym myślałem. O sensie utrzymywania przy życiu chorych ludzi. Porównywania tego do tego jak traktujemy zwierzęta i jeśli one rodzą się tak mocno chore, to nie każemy im cierpieć. DO głowy wpadały mi słowa papieża JP2 o nieuporczywej terapii etc. Ale co począć jeśli wszystkie organy zdrowe, tylko głowa nieodwracalnie uszkodzona ? Zaraz w całej ciągłości mojego rozumowania docierałem jedynie do tego, że jeśli pozwolimy na skracanie cierpień chorych (zabijanie) to w zasadzie kończymy na uśmiercaniu chorych psychicznie też etc. No bo gdzie postawić tą kreskę ? I na pewno będą kolejne przypadki wymagające kolejnego przekraczania tych kresek. A potem witamy na zachodzie, gdzie słyszy się już o strachu starszych osób przed lekarzami, bo zasugerują eutanazję...
Wiem, już pewnie w myślach ustawiacie mnie przy furgonetkach PRO-LIFE etc.
Ja nie o tym, ale chciałem i to z siebie wyrzucić.
Chodzi mi o upiorne słowa Mentzena, który w pewnym wywiadzie powiedział wpierw, że trzeba zachować każde istnienie i nie wolno absolutnie abortować żadnego człowieka.
Zaraz jednak dodał, że potem ciężar jaki spada na rodziny obarczone tak strasznym brzemieniem to już tylko i wyłącznie sprawa rodzin a nie państwa.
Nie jest to dla mnie do zaakceptowania.
Szczęśliwie w rodzinie nie mam tak ciężko chorego członka rodziny. Ale poświęciłem trochę czasu. Poczytałem wpisy rodzeństwa, osób opiekujących się chorymi.
O ich dosłownej gehennie psychicznej i fizycznej. O tym, że to jest częst opieka 24/7. Tak o, państwo niespecjalnie przymierza się, żeby realnie pomóc ludziom. Ale niech tylko chora osoba umrze, to zaraz sprawdzamy, czy na pewno to było naturalne, czy może ktoś mu nie skrócił cierpień ( i swoich też).
Uważam, że jeśli mamy iść serio w te zakazy aborcji, to powinniśmy wcześniej wdrożyć realną pomoc państwa dla takich rodzin.
Rozbudować całodobowe domy opieki społecznej czy o innej nazwie ośrodki. Zmienić też ich postrzeganie w społeczeństwie. Tak by oddając tam chorego, ludzie nie byli postrzegani jak ktoś kto zrzuca zbędny balast. Tylko jak ludzie oddający chorych do miejsc z lepszą opieką.
Fajnie się wytyka palcami i krzywo patrzy. Ale gdy czyta się wpisy kobiety, która ma 50 lat. Całe życie pomagała rodzicom zajmować się chorym rodzeństwem, a kiedy w końcu ten brat / siostra umarł, trzeba było zając się chorymi przez nieustanną pomoc rodzicom. W końcu i oni zmarli. I została ta kobieta sama. Bez jakiejś kariery, bez własnej rodziny. Wszak całe życie musiała się stale kimś opiekować. I teraz została sama. To już inaczej człowiek na to wszystko patrzy prawda ?
Uważam, ze marnowane pieniądze z 500 + na lumpenprolektorat powinny w pierwszej kolejności iść na pomoc właśnie takim rodzinom. W moim idealnym świecie, byłyby kumulowalne wolne dni dla rodziców. Tak, że po prostu przychodzi opiekun i siedzi 24h z daną chorą osobą a wtedy rodzice/ rodzina ma czas dla siebie. Idealnie byłoby to 2 dni w tygodniu przynajmniej. Tak żeby rodzice mogli wyskoczyć z żoną, mężem czy dziećmi na inną aktywność. Na chwilę się odstresować. Alternatywnie powinna być rozbudowana sieć DPS z wykfalifikowaną pomocą dla osób w wieku x ze schorzeniem y. Bardzo dobrze opłacaną i związaną wieloletnimi kontraktami, tak by uniemożliwić częstą rotację personelu. Jeśli się boimy, że ludzie tam będą oddawać chore dzieci na niby adopcję, to zawsze można zobowiązać rodzica do odwiedzin np. raz w tygodniu. Tylko to musi być na serio dobra i profesjonalna pomoc. Osobo ciężko upośledzonym umysłowo nie powinna tak bardzo to przeszkadzać zmiana opiekuna x na y. A dla reszty rodziny. To po prostu ulga. Gigantyczna ulga.
Jesteśmy już rozbudowanym i rozwiniętym społeczeństwem. I jeśli chcemy przestrzegać boskie prawo do życia co do joty. To powinniśmy również pomagać rodzinom obarczanymi tą tragedią.I nie możemy tu liczyć tylko na pomoc rodziny. Jak wiemy różnie z jej pomocą bywa. To rozwiązanie musi pochodzić od państwa. A pomoc ta, musi się rodzinom i chorym należeć.
Tragedie te przecież dotykają tych lepiej i gorzej usytuowanych. Bez pomocy państwowej profesjonalne całodobowe DPSy będą przecież nieosiągalne
Więć jeśli chcemy gdzieś rozbudowywać socjal, to właśnie w taką stronę.
Pomogłoby to wreszcie rozwiązać ten upiorny problem zostawiania dziadków/rodziców na święta w szpitalach. To nie jest przejaw okrucieństwa społeczeństwa. Tylko ich krzyk o pomoc i potrzeby choć chwili normalności.
Niestety medycyna w upiorny sposób istnieje w naszym życiu. Potrafimy utrzymywać chorych dekadami, ku ich i ich bliskich dłuższemu cierpieńu. A nie potrafimy ich uzdrowić. Skoro więc musimy czekać na dalszy rozwój medycyny, odciążmy chociaż bliskich.
Osobom, które za chwilę będą argumentować poprzez wyolbrzymianie niedociągnięć mojego pomysłu i przez co udowadniając jego bezsens już teraz pozdrawiam.
Również tych, którzy będą pisać, że lepiej by te pieniądze przeznaczyć na tych rokujących nadzieję (czyli w tzw. inwestowanie w człowieka)
Wywód mój jest po to by zaproponować drogę, którą można by iść by pomagać ludziom. Chorym i ich opiekunom. Jeśli zrezygnujemy jako państwo, z aborcji eugenicznej.
submitted by Omega_Den to konfa [link] [comments]